czwartek, 17 listopada 2016

"Magia" Świąt?

































Czwartek, dziesiątego listopada.
Wysiadam z tramwaju i zmierzam w kierunku centrum handlowego Arkadia.Wchodzę do środka i pierwsze, co przykuwa moją uwagę, to mnogość lampek oraz ozdób świątecznych. „Zaczęło się…”.

Konflikt ze świętami w tle


Nastawienie populacji do kwestii dekoracji świątecznych dzieli ją na dwie grupy. Pierwsza to osoby chłonące tę atmosferę, jak tylko pojawiają się pierwsze ozdoby, mikołaje z czekolady i kalendarze adwentowe. Przystrajają dom z miesięcznym wyprzedzeniem, oglądają świąteczne filmy i nucą pod nosem „Last Christmas”. Druga grupa to zdecydowani przeciwnicy, krzywiący się na widok wszystkiego, co ma w sobie pierwiastek Świąt, uważając że „zbyt wczesne wystawianie ozdób odbiera całą radość z ich celebrowania”.
Święta, święta, święta. A czym one tak naprawdę dla nas są? Już nawet Amerykanie przestali określać je mianem „Christmas” na rzecz słowa „Holidays”. To tylko dowód na to, jak bardzo dużą wagę przywiązujemy do świętego Mikołaja i wszelkich ozdób, a tak niewielką do tego, czego celebracją jest dzień 25 grudnia.

Czym tak naprawdę są święta


Każdy z nas co roku obchodzi swoje urodziny. Dla jednych jest to dzień, który ich zaskakuje, nadchodzi zdecydowanie zbyt szybko i przyprawia o smutek, że kolejna cyferka zwiększa się o 1. Inni zaś wyczekują tego dnia z ogromną radością, przygotowują uroczystą kolację, organizują imprezę, tygodniami planują wszystko w najdrobniejszych szczegółach, wybierają sobie prezenty, a nawet sami je sobie kupują, często przed czasem.
A przecież Święta to nic innego jak celebracja Narodzin Pana Jezusa. Czyli po prostu Jego urodziny. Dzień, w którym otwieramy swoje serca na Jego przyjście i dziękujemy, że narodził się w ludzkiej postaci, by nieść ludziom zbawienie. Naszym przygotowaniem nie jest przystrojenie domu w czerwono-zielone barwy, ubranie choinki i kupienie prezentów. Powinniśmy czuć potrzebę przygotowania naszych dusz oraz serc, by były jak najpiękniejszym prezentem i schronieniem dla Nowonarodzonego. Czyniąc to, rzeczywiście stworzymy „nastrój świąteczny”. Bombki, stroiki, piosenki, potrawy, choinki, prezenty czy jemioła to tylko dodatki, które pozwalają nam lepiej przywitać klimat zimy, nacieszyć oczy i dodać „wyjątkowej” tym dniom.

Wolność Tomku w swoim domku


Tak naprawdę to do nas należy decyzja, kiedy zaczniemy nasze świąteczne przygotowania. Jestem jednak przekonana, że kupno kubka z motywem świętego Mikołaja w połowie listopada nie wpłynie na Waszą celebrację pod koniec grudnia, a może wywoływać uśmiech każdego dnia, aż do nadejścia Wigilii. Może warto wrzucić na luz i spojrzeć na te wszystkie ozdoby z dystansu? Pozwólmy naszemu wewnętrznemu dziecku chłonąć tę magiczną atmosferę. Bo rzeczywiście, ma ona w sobie coś z magii… :) 

wtorek, 15 listopada 2016

Instagram - idealny świat czy forma artystycznego wyrazu?



Podczas pracy nad tłumaczeniem na zajęcia po raz kolejny sięgam po telefon i klikam w ikonkę Instagrama. Przeglądam kolejne zdjęcia – idealnie umalowana blondynka, brunetka chwaląca się idealną sylwetką w lustrze na siłowni, kolejna osoba informująca o wykonanym treningu czy zjedzonym zdrowym posiłku, inna zwiedzająca wymarzony kraj, para świeżo po zaręczynach, piękna plaża na Karaibach, kubek z parującą kawą i bitą śmietaną, pokój jak z katalogu…

Perfekcyjny świat w jednym miejscu.

Szkoda tylko, że zamiast poczuć się jak w raju, czuję się coraz gorzej. Patrzę na swoje szare legginsy, szeroką bluzę, twarz bez makijażu i tracę wszelką motywację. Zagłębiam się w konta ludzi wyglądających idealnie, codziennie jedzących przepiękne posiłki, chodzących do eleganckich restauracji, spędzających czas z ludźmi, a sama spędzam którąś z kolei godzinę nad obowiązkami i ostatnie, na co mam siłę, to otaczać się idealną rzeczywistością.
Wyłączam telefon i wracam do pracy. Tylko że jakoś gorzej mi idzie…


Określ własne standardy


Często patrząc na media społecznościowe i aplikacje zapominamy o tym, że to są kreatorzy rzeczywistości. A nie jej odzwierciedlenie. Zamiast traktować je jak czasopismo, w którym obrazki stanowią wyłącznie formę sztuki, czujemy się w obowiązku do tworzenia instagramowego życia. Białe ściany, miedziane dodatki, kolorowe omlety na śniadanie, fit przekąski, kalendarze z pięknymi okładkami, kolorowe legginsy na treningu, najmodniejsze książki do kawy z piankami… Nie macie wrażenia, że świat z Instagrama narzuca pewne standardy? I jeżeli się do niej nie dostosujesz, to nie zbierzesz odpowiedniej ilości „lajków”?
Czy coś złego jest w tym, że mi białe ściany kojarzą się ze szpitalem i zdecydowanie wolę otaczać się kolorem? Czy to, że trening wykonuję w czarnych szortach i szarym topie dyskwalifikuje mnie jako fankę fitnessu? Czy w pośpiechu przygotowana jajecznica, uwieczniona w żółtym świetle żarówki, jest wystarczającym powodem do tego, bym otrzymała 10 zamiast 200 polubień pod zdjęciem?


Wyloguj się do życia


Mam wrażenie, że dziś zapomina się o tym, że każdy z nas jest inny, powinien posiadać własny gust, cechować się innym ubiorem oraz smakiem. Tymczasem patrząc na Instagrama dostrzegam setki powielających się obrazków – skandynawskich pomieszczeń, treningów w legginsach Gym Hero, posiłków przygotowanych z produktów PureRein, przeczytanych książek wysłanych przez wydawnictwo… A gdzie miejsce na indywidualność, na samodzielne myślenie? Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna kopiowanie?
Nie pozwólmy sobie na działanie w systemie zero-jedynkowym. Obserwujmy świat, dostrzegajmy to, co nam się podoba i pozwólmy sobie na wybór tego, co może nie modne, ale zdecydowanie wpadające w nasz gust. Choćby miało powodować, że inni będą krzywo patrzeć, krytykować, że wymyka się to dzisiejszym normom. Bądźmy sobą! Jeżeli nie lubisz nosić makijażu, nałóż tylko krem i ciesz się swoim naturalnym wyglądem. Jeżeli podoba Ci się ten wściekle różowy płaszcz, to nie kupuj szarego, tylko po to, by uniknąć spojrzeń innych. Jeżeli masz ochotę na tę czekoladę, to zjedź ją i pochwal się tym głośno.


Kończę z tym


Postanowiłam wykonać konkretny krok – zrezygnować z przeglądania Instagrama. Skoro nie umiem wykorzystywać tej aplikacji do inspiracji i szukania motywacji, a wyłącznie odczuwam, że wpływa ona negatywnie na moje samopoczucie, to nie ma sensu marnować na nią czasu. W procesie budowania pewności siebie czasem trzeba odrzucić pewne bodźce, zbudować odpowiednie fundamenty w głowie i dopiero wtedy powrócić, by móc na tych podstawach budować własne podejście do tego typu miejsc. Wierzę, że z poukładanymi w głowie wartościami podejdę do zdjęć idealnego świata z dużo większym dystansem.


środa, 9 listopada 2016

Wprowadzam zmiany, czyli małe kroki ku wielkiej sprawie



Nie bez powodu w dzisiejszym świecie hasło „minimalizm”, jak i wszystkie związane z nim działania, święcą triumfy. Atakuje nas na co dzień tyle przeróżnych bodźców, że łatwo się w tym wszystkim zagubić. Reklamy, zdjęcia na Instagramie, filmy na Youtubie, kolorowe wystawy, opowieści znajomych, posty na Facebooku… Niestety, zamiast pomagać w rozwoju, wszystkie te aspekty naszego życia sprawiają, że zamykamy się w skorupce i wtapiamy w tłum.

A przecież jesteśmy jedni, jedyni, wyjątkowi!

Wierzę, że wyznaczenie sobie pewnych ram w życiu, ograniczenie bodźców, przedmiotów, zadań oraz wyznaczenie priorytetów pozwoli nam zbudować tarczę, dzięki której wszelkie niemile widziane bodźce nie wpłyną więcej na naszą codzienność. Stąd też moja decyzja o wprowadzeniu minimalizmu do swojego życia. Pozwolę mu się rozgościć, chętnie poczęstuję dobrą herbatą i razem ustalimy, jak jego działanie zaowocuje w moim życiu.



1. Chcę wyglądać jak najlepsza wersja siebie każdego dnia


Przyznaję, przez nieregularne godziny zajęć na uczelni miewam (zdecydowanie zbyt często!) dni, podczas których wstaję, jem śniadanie i zalegam przed komputerem przez długie godziny. Tak, w piżamie, roztrzepanych włosach, nieumytych zębach, nieumytej twarzy. Potrafię spędzić tak nawet 8 godzin. Potem wstaję, byle jak się ogarnę i tak funkcjonuję do końca dnia. A potem nadchodzi kolejny poranek i historia się powtarza...

Chcę porzucić ten okropny nawyk, który jedyne, co robi, to obniża moją pewność siebie do poziomu depresji. Podejmę konkretne kroki w celu zmiany.

- Najważniejsza sprawa, to od razu po posiłku ląduję w toalecie, gdzie myję zęby, przemywam twarz i nakładam krem, czeszę włosy i ubieram się. Nie muszę od razu robić makijażu i ubierać odświętnych rzeczy. Chodzi o poczucie ogarnięcia. Uczucie, które pozwoli mi zabrać się do obowiązków i sprawi, że będę czuła się zadbana.

- Dodatkowo, pragnę zwrócić większą uwagę na mój codzienny strój. Co prawda staram się wieczorem przygotowywać ubiór na następny dzień, etap zagracania szafy mam już za sobą, ale wciąż zdarzają się dni, kiedy w wybranych ubraniach czuję się tak... szaro. Myślę, że szkopuł tkwi w akcesoriach. I przede wszystkim - w spojrzeniu w lustro. W końcu to, że wkładam ulubione rzeczy nie oznacza, że równie dobrze muszą ze sobą współgrać. Czasem warto krytycznie spojrzeć w lustro i dodać/odjąć daną rzecz. Mała rzecz, wielka zmiana. Dlatego codziennie planuję fotografowanie stroju dnia, by móc po kilku godzinach czy dniach stwierdzić, czy wybór był dobry, czy danej kombinacji muszę w przyszłości unikać.





2. 20 minut dziennie dla spokoju ducha 


Wśród coachów i psychologów króluje pogląd, według którego medytacja wycisza nasze zmysły i pozwala spędzić lepiej czas z samym sobą. Jako osoba wierząca niekoniecznie wierzę, że sama sobie zapewnię spokój ducha, stąd też moja decyzja o codziennym, dwudziestominutowym odmawianiu różańca z zamkniętymi oczami, pod kocem, skupiając się wyłącznie na modlitwie. Bardzo pomocne okazuje się akcja Ojca Adama Szustaka, która rozpoczęła się 1 listopada. Dotyczy ona odmawiania Nowenny Pompejańskiej, a mówiąc jaśniej - przez 54 dni odmawiam 3 tajemnice różańca. Dlaczego by nie przeznaczyć jednej tajemnicy na formę "medytacji"? :)

TUTAJ znajdziecie całą playlistę związaną z Nowenną Pompejańską




3. Szczęśliwy brzuszek to szczęśliwa ja


Mam duży problem z jedzeniem. Uwielbiam słodkości, które kompletnie mnie nie zamulają, nie dają uczucia przejedzenia itd. Co więcej, zdrowe wersje słodkości nie dość, że mi nie smakują, to jeszcze sprawiają, że czuję się ociężała, jest mi niedobrze, często mam zaparcia i generalnie... nie satysfakcjonują mnie. Dodatkowo jedzenie dużej ilości warzyw, kasz czy warzyw strączkowych bardzo źle wpływa na mój organizm. Muszę stawić temu czoła! Instagram może i przestanie być dla mnie inspiracją, ale przynajmniej ja sama poczuję się lepiej. Postanawiam więc wprowadzić więcej "zakazanych" produktów do mojej diety i sprawdzić, co najlepiej działa na mój organizm. Za słodycze będą służyć mi słodycze, za przekąskę pieczywo, a warzywa przestaną być głównym źródłem pożywienia. Nie przestaną być oczywiście ważnym dodatkiem, co to to nie :)




***



Jest wiele innych aspektów mojego życia, nad którymi muszę popracować. Postanowiłam jednak skupić się na trzech najważniejszych, sprawiających mi najwięcej problemu, a jak uporam się z nimi, to wierzę, że łatwiej będzie mi podjąć się pracy nad innymi sprawami.

poniedziałek, 7 listopada 2016

Przejmuję stery - czyli jak to jest dostać obuchem w głowę i wziąć sprawy w swoje ręce


Nagle spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Wstałam z łóżka, które nie było moim wyborem, wypiłam łyk wody z kubka, który nawet mi się nie podoba. Podeszłam do lustra i zobaczyłam kobietę ubraną w ciuchy, których przecież sama nigdy bym nie wybrała. Przyjrzałam się twarzy, która wygląda tak smutno, jest taka szara, pospolita, a przecież ja zawsze o siebie dbałam. Spojrzałam na dłoń, która tej twarzy dotyka. Taka sucha, paznokcie połamane, nieumalowane. A ja zawsze uważałam, że dłonie to wizytówka człowieka…

Dość! Krzyknij to głośno i wyraźnie!

Gdzieś w rutynie życia straciłam kontrolę. Mam wrażenie, że stoję z boku i przyglądam się, jak ta młoda kobieta biega, załatwia sprawy, chodzi na uczelnię, udziela korepetycji, spędza godziny przed komputerem, robi same nielubiane przez siebie rzeczy.

Nie chcę tak więcej.

Pragnę stanąć, odetchnąć pełną piersią i powiedzieć sobie: „Życie jest piękne!” Tak po prostu.
Pragnę spojrzeć w lustro i zobaczyć tę osobę, którą spodziewam się zobaczyć, która jawi się w mojej wyobraźni jako ta, która nazywa się moim imieniem i jest z siebie dumna.
Pragnę pokierować swoje życie na tory, które pozwolą mi poczuć sprawczą moc.



Zawsze byłam trochę inna. Szłam pod prąd, znajdowałam sobie oryginalne zainteresowania, biegałam za piłką zamiast bawić się lalkami, a dziś uwielbiam spędzać czas gadając do swoich misiów. I nie powinnam się tego wstydzić. Kocham tłuste jedzenie, spożywanie sałatek i koktajli to dla mnie męczarnia. Uwielbiam dobrą książkę, a oglądanie po raz setny odcinka pierwszego lepszego serialu lasuje mi mózg. A jednak robię wszystko to, czego nie lubię. Jem tony kiepskiego jakościowo jedzenia, siedzę godzinami na dupie przed komputerem, słucham tego, co wszyscy, przy wyrzutach sumienia zjadam te cholerne sałatki, zagryzając batonami. I czuję się jak g****.

Czasem patrzę w lustro i myślę: „Do czego ty się doprowadziłaś? Przecież nie chcesz taka być”. Nie lubisz mocnego makijażu, seksownego ubioru, butów na obcasie i włosów jak prosto od fryzjera. Ale chcesz czuć się kobieco i pewnie w swojej skórze.

Stanęłam w punkcie, gdzie ścierają się ze sobą dwie Karoliny. Pierwsza to zbuntowana nastolatka, chodząca w ciuchach brata, mająca wszystkich gdzieś, siedząca na ławce w słuchawkach i z kolejną wykręconą książką. Druga to kobieta, która lubi podkreślać atuty swojej urody, zależy jej na szczupłej sylwetce, rozwoju intelektualnym i poszerzaniu grona znajomych. I gdzie pośród tych dwóch osób odnaleźć tę jedną, jedyną Karolinę?



Czas odkrycia nadchodzi. Czas, by te dwie osobowości przeniknęły się i stworzyły tę wyjątkową jednostkę, która będzie wiedziała, kim jest i czego chce w życiu. Małymi krokami, błahymi zadaniami doprowadzę do ich zjednoczenia. I odnajdę wreszcie osobę, która stoi przed tym lustrem.