poniedziałek, 7 listopada 2016

Przejmuję stery - czyli jak to jest dostać obuchem w głowę i wziąć sprawy w swoje ręce


Nagle spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Wstałam z łóżka, które nie było moim wyborem, wypiłam łyk wody z kubka, który nawet mi się nie podoba. Podeszłam do lustra i zobaczyłam kobietę ubraną w ciuchy, których przecież sama nigdy bym nie wybrała. Przyjrzałam się twarzy, która wygląda tak smutno, jest taka szara, pospolita, a przecież ja zawsze o siebie dbałam. Spojrzałam na dłoń, która tej twarzy dotyka. Taka sucha, paznokcie połamane, nieumalowane. A ja zawsze uważałam, że dłonie to wizytówka człowieka…

Dość! Krzyknij to głośno i wyraźnie!

Gdzieś w rutynie życia straciłam kontrolę. Mam wrażenie, że stoję z boku i przyglądam się, jak ta młoda kobieta biega, załatwia sprawy, chodzi na uczelnię, udziela korepetycji, spędza godziny przed komputerem, robi same nielubiane przez siebie rzeczy.

Nie chcę tak więcej.

Pragnę stanąć, odetchnąć pełną piersią i powiedzieć sobie: „Życie jest piękne!” Tak po prostu.
Pragnę spojrzeć w lustro i zobaczyć tę osobę, którą spodziewam się zobaczyć, która jawi się w mojej wyobraźni jako ta, która nazywa się moim imieniem i jest z siebie dumna.
Pragnę pokierować swoje życie na tory, które pozwolą mi poczuć sprawczą moc.



Zawsze byłam trochę inna. Szłam pod prąd, znajdowałam sobie oryginalne zainteresowania, biegałam za piłką zamiast bawić się lalkami, a dziś uwielbiam spędzać czas gadając do swoich misiów. I nie powinnam się tego wstydzić. Kocham tłuste jedzenie, spożywanie sałatek i koktajli to dla mnie męczarnia. Uwielbiam dobrą książkę, a oglądanie po raz setny odcinka pierwszego lepszego serialu lasuje mi mózg. A jednak robię wszystko to, czego nie lubię. Jem tony kiepskiego jakościowo jedzenia, siedzę godzinami na dupie przed komputerem, słucham tego, co wszyscy, przy wyrzutach sumienia zjadam te cholerne sałatki, zagryzając batonami. I czuję się jak g****.

Czasem patrzę w lustro i myślę: „Do czego ty się doprowadziłaś? Przecież nie chcesz taka być”. Nie lubisz mocnego makijażu, seksownego ubioru, butów na obcasie i włosów jak prosto od fryzjera. Ale chcesz czuć się kobieco i pewnie w swojej skórze.

Stanęłam w punkcie, gdzie ścierają się ze sobą dwie Karoliny. Pierwsza to zbuntowana nastolatka, chodząca w ciuchach brata, mająca wszystkich gdzieś, siedząca na ławce w słuchawkach i z kolejną wykręconą książką. Druga to kobieta, która lubi podkreślać atuty swojej urody, zależy jej na szczupłej sylwetce, rozwoju intelektualnym i poszerzaniu grona znajomych. I gdzie pośród tych dwóch osób odnaleźć tę jedną, jedyną Karolinę?



Czas odkrycia nadchodzi. Czas, by te dwie osobowości przeniknęły się i stworzyły tę wyjątkową jednostkę, która będzie wiedziała, kim jest i czego chce w życiu. Małymi krokami, błahymi zadaniami doprowadzę do ich zjednoczenia. I odnajdę wreszcie osobę, która stoi przed tym lustrem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz