Nagle spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Wstałam z
łóżka, które nie było moim wyborem, wypiłam łyk wody z kubka, który nawet mi
się nie podoba. Podeszłam do lustra i zobaczyłam kobietę ubraną w ciuchy,
których przecież sama nigdy bym nie wybrała. Przyjrzałam się twarzy, która
wygląda tak smutno, jest taka szara, pospolita, a przecież ja zawsze o siebie
dbałam. Spojrzałam na dłoń, która tej twarzy dotyka. Taka sucha, paznokcie
połamane, nieumalowane. A ja zawsze uważałam, że dłonie to wizytówka człowieka…
Dość! Krzyknij to głośno i wyraźnie!
Gdzieś w rutynie życia straciłam kontrolę. Mam wrażenie, że
stoję z boku i przyglądam się, jak ta młoda kobieta biega, załatwia sprawy,
chodzi na uczelnię, udziela korepetycji, spędza godziny przed komputerem, robi same
nielubiane przez siebie rzeczy.
Nie chcę tak więcej.
Pragnę stanąć, odetchnąć pełną piersią i powiedzieć sobie: „Życie
jest piękne!” Tak po prostu.
Pragnę spojrzeć w lustro i zobaczyć tę osobę, którą spodziewam się zobaczyć,
która jawi się w mojej wyobraźni jako ta, która nazywa się moim imieniem i jest
z siebie dumna.
Pragnę pokierować swoje życie na tory, które pozwolą mi poczuć sprawczą moc.
Zawsze byłam trochę inna. Szłam pod prąd, znajdowałam sobie
oryginalne zainteresowania, biegałam za piłką zamiast bawić się lalkami, a dziś
uwielbiam spędzać czas gadając do swoich misiów. I nie powinnam się tego
wstydzić. Kocham tłuste jedzenie, spożywanie sałatek i koktajli to dla mnie
męczarnia. Uwielbiam dobrą książkę, a oglądanie po raz setny odcinka pierwszego
lepszego serialu lasuje mi mózg. A jednak robię wszystko to, czego nie lubię.
Jem tony kiepskiego jakościowo jedzenia, siedzę godzinami na dupie przed
komputerem, słucham tego, co wszyscy, przy wyrzutach sumienia zjadam te
cholerne sałatki, zagryzając batonami. I czuję się jak g****.
Czasem patrzę w lustro i myślę: „Do czego ty się
doprowadziłaś? Przecież nie chcesz taka być”. Nie lubisz mocnego makijażu,
seksownego ubioru, butów na obcasie i włosów jak prosto od fryzjera. Ale chcesz
czuć się kobieco i pewnie w swojej skórze.
Stanęłam w punkcie, gdzie ścierają się ze sobą dwie
Karoliny. Pierwsza to zbuntowana nastolatka, chodząca w ciuchach brata, mająca
wszystkich gdzieś, siedząca na ławce w słuchawkach i z kolejną wykręconą
książką. Druga to kobieta, która lubi podkreślać atuty swojej urody, zależy jej
na szczupłej sylwetce, rozwoju intelektualnym i poszerzaniu grona znajomych. I
gdzie pośród tych dwóch osób odnaleźć tę jedną, jedyną Karolinę?
Czas odkrycia nadchodzi. Czas, by te dwie osobowości przeniknęły
się i stworzyły tę wyjątkową jednostkę, która będzie wiedziała, kim jest i
czego chce w życiu. Małymi krokami, błahymi zadaniami doprowadzę do ich
zjednoczenia. I odnajdę wreszcie osobę, która stoi przed tym lustrem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz