Podczas pracy nad tłumaczeniem na zajęcia po raz kolejny
sięgam po telefon i klikam w ikonkę Instagrama. Przeglądam kolejne zdjęcia –
idealnie umalowana blondynka, brunetka chwaląca się idealną sylwetką w lustrze
na siłowni, kolejna osoba informująca o wykonanym treningu czy zjedzonym
zdrowym posiłku, inna zwiedzająca wymarzony kraj, para świeżo po zaręczynach,
piękna plaża na Karaibach, kubek z parującą kawą i bitą śmietaną, pokój jak z
katalogu…
Perfekcyjny
świat w jednym miejscu.
Szkoda tylko, że zamiast poczuć się jak w raju, czuję się
coraz gorzej. Patrzę na swoje szare legginsy, szeroką bluzę, twarz bez makijażu
i tracę wszelką motywację. Zagłębiam się w konta ludzi wyglądających idealnie,
codziennie jedzących przepiękne posiłki, chodzących do eleganckich restauracji,
spędzających czas z ludźmi, a sama spędzam którąś z kolei godzinę nad
obowiązkami i ostatnie, na co mam siłę, to otaczać się idealną rzeczywistością.
Wyłączam telefon i wracam do pracy. Tylko że jakoś gorzej
mi idzie…
Określ
własne standardy
Często patrząc na media społecznościowe i aplikacje
zapominamy o tym, że to są kreatorzy rzeczywistości. A nie jej
odzwierciedlenie. Zamiast traktować je jak czasopismo, w którym obrazki
stanowią wyłącznie formę sztuki, czujemy się w obowiązku do tworzenia
instagramowego życia. Białe ściany, miedziane dodatki, kolorowe omlety na
śniadanie, fit przekąski, kalendarze z pięknymi okładkami, kolorowe legginsy na
treningu, najmodniejsze książki do kawy z piankami… Nie macie wrażenia, że
świat z Instagrama narzuca pewne standardy? I jeżeli się do niej nie
dostosujesz, to nie zbierzesz odpowiedniej ilości „lajków”?
Czy coś złego jest w tym, że mi białe ściany kojarzą się ze
szpitalem i zdecydowanie wolę otaczać się kolorem? Czy to, że trening wykonuję
w czarnych szortach i szarym topie dyskwalifikuje mnie jako fankę fitnessu? Czy
w pośpiechu przygotowana jajecznica, uwieczniona w żółtym świetle żarówki, jest
wystarczającym powodem do tego, bym otrzymała 10 zamiast 200 polubień pod zdjęciem?
Wyloguj
się do życia
Mam wrażenie, że dziś zapomina się o tym, że każdy z nas
jest inny, powinien posiadać własny gust, cechować się innym ubiorem oraz
smakiem. Tymczasem patrząc na Instagrama dostrzegam setki powielających się
obrazków – skandynawskich pomieszczeń, treningów w legginsach Gym Hero,
posiłków przygotowanych z produktów PureRein, przeczytanych książek wysłanych
przez wydawnictwo… A gdzie miejsce na indywidualność, na samodzielne myślenie?
Gdzie kończy się inspiracja, a zaczyna kopiowanie?
Nie pozwólmy sobie na działanie w systemie zero-jedynkowym.
Obserwujmy świat, dostrzegajmy to, co nam się podoba i pozwólmy sobie na wybór
tego, co może nie modne, ale zdecydowanie wpadające w nasz gust. Choćby miało
powodować, że inni będą krzywo patrzeć, krytykować, że wymyka się to
dzisiejszym normom. Bądźmy sobą! Jeżeli nie lubisz nosić makijażu, nałóż tylko
krem i ciesz się swoim naturalnym wyglądem. Jeżeli podoba Ci się ten wściekle
różowy płaszcz, to nie kupuj szarego, tylko po to, by uniknąć spojrzeń innych.
Jeżeli masz ochotę na tę czekoladę, to zjedź ją i pochwal się tym głośno.
Kończę
z tym
Postanowiłam wykonać konkretny krok – zrezygnować z
przeglądania Instagrama. Skoro nie umiem wykorzystywać tej aplikacji do
inspiracji i szukania motywacji, a wyłącznie odczuwam, że wpływa ona negatywnie
na moje samopoczucie, to nie ma sensu marnować na nią czasu. W procesie
budowania pewności siebie czasem trzeba odrzucić pewne bodźce, zbudować
odpowiednie fundamenty w głowie i dopiero wtedy powrócić, by móc na tych
podstawach budować własne podejście do tego typu miejsc. Wierzę, że z
poukładanymi w głowie wartościami podejdę do zdjęć idealnego świata z dużo
większym dystansem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz